Rynek domen jak Dziki Zachód: garstka firm trzyma połowę zablokowanych adresów
Nowe domeny gTLD to wciąż dziki zachód – raport Interisle nie pozostawia złudzeń
Wybierasz nazwę dla swojego startupu lub nowego projektu internetowego. Sprawdzasz dostępność, płacisz, rejestrujesz. Wydaje się, że to czysta formalność. Tymczasem okazuje się, że środowisko nowych domen gTLD przypomina bardziej cyberprzestępcze targowisko niż profesjonalny rynek usług. Najnowszy raport Interisle obnaża skalę problemu.
Liczby mówią same za siebie
Zespół badawczy Interisle wykrył około 8,5 miliona domen wpisanych na czarne listy w segmencie nowych domen gTLD w 2025 roku. Liczba porażająca. Ale najgorsze dopiero nadchodzi: mniej więcej połowa z nich należy do zaledwie pięciu registrars.
Pięciu.
To nie jest drobny szczegół statystyczny. To wskazuje na poważne zaniedbania w procesach weryfikacyjnych, potencjalną współpracę z nieuczciwymi klientami dla szybkiego zysku, albo po prostu na skalę działania tych podmiotów, która przyciąga złych aktorów jak magnes. W praktyce pewnie chodzi o wszystko po trochu.
ICANN broni się metodologią
Naturalnie, ICANN – organizacja nadzorująca cały rynek domen – zdążyła już podważyć metodologię badania. Oficjalne stanowisko mówi o możliwym przecenieniu problemu i nieprecyzyjnym kategoryzowaniu rejestracji.
Metodologiczne dyskusje to standard w świecie bezpieczeństwa IT. Jednak nawet jeśli szczegóły są do dyskusji, fakt że połowa zablokowanych domen przechodzi przez pięć registrars – to daje do myślenia niezależnie od drobnych uchybień w metodyce.
Co z tego wynika dla Twojego biznesu
Jeśli budujesz startup, aplikację webową lub prowadzisz działalność online, raport Interisle powinien zwrócić Twoją uwagę z kilku powodów:
1. Reputation domeny wpływa na dostarczalność wiadomości. Serwery pocztowe i filtry antyspamowe uczą się od całego ekosystemu rejestracyjnego. Jeśli Twój registrar ma kiepską opinię przez sąsiadujące domeny łamiące zasady, Twoje wiadomości mogą częściej lądować w folderze spam.
2. Bezpieczeństwo marki zależy też od registrara. Kiedy większe marki przeprowadzają due diligence albo sieci reklamowe weryfikują reputation domen, ogólny rezultat takiego procesu może zależeć od tego, u kogo zarejestrowałeś domenę.
3. Nie każdy registrar taki sam. Raport jasno pokazuje, że wybór registrara wyłącznie na podstawie ceny to krótkowzroczna strategia. Podmioty z solidną prewencją nadużyć, przejrzystymi zasadami i aktywnym egzekwowaniem regulaminu chronią nie tylko siebie, ale wszystkich swoich klientów.
Co robimy w tej sytuacji
W NameOcean stawiamy na odpowiedzialność w branży domen. Nie możemy kontrolować innych registrars, ale możemy – i robimy – własną pracę: silna weryfikacja klientów, aktywny zespół zajmujący się nadużyciami, zero kompromisów między wzrostem a uczciwością.
Dla wszystkich budujących biznes online – lesson jest jasna: Twój registrar to nie tylko dostawca usługi. To partner w budowaniu Twojej reputacji online. Wybieraj z głową.
Rynek nowych domen gTLD pewnie zawsze będzie przyciągał część nieuczciwych graczy. To efekt otwartego modelu rejestracji. Ale obecna koncentracja nadużyć wskazuje na systemowe fus, które cała branża – włącznie z ICANN – musi w końcu rozwiązać.
Bądź czujny. Sprawdź politykę antyabuzową swojego registrara przed zakupem domeny. Pamiętaj: jeśli chodzi o Twoją obecność w sieci, reputation to wszystko.